W dniu setnej rocznicy niepodległości boimy się wyjść na ulice. Nie mam czego świętować.

Dzisiaj w Polsce, w naszej ojczyźnie, kraju naszych przodków, w kraju, w którym przyszło nam się urodzić i robić wszystko, aby stać się w pełni człowiekiem, świętujemy 100 lat odzyskania niepodległości. Czym w ogóle jest to święto i co oznacza w tych przerażających czasach, gdy tak jak w latach 30-tych XX wieku w Europie, rozwiązaniem na kryzys wartości, pogubienie i lęki, zaczęły być nacjonalizmy?



Dzisiaj boimy się wyjść na ulice, ostrzegamy się nawzajem, radzimy sobie zostać w domu i nie narażać się na agresywne zachowania ze strony narodowców, którzy w imię świętowania niepodległości, skandować będą hasła nawołujące do rasizmu, ksenofobii, homofobii i do wszelkiej maści innych obrzydliwych postaw nacechowanych nienawiścią i brakiem szacunku do człowieka.
Jak świętować w kraju, w którym władze dopuszczają do szerzenia takich treści? W którym pokazują ludziom, że dopuszczalne jest nienawidzenie ludzi, którzy odbiegają od wypaczonej wersji prawdziwego Polaka? To jest na tyle smutne i obrzydliwe, że wiem, że nie mam czego świętować.

Pamięć jest istotna, dbanie o nią również, ale treści, które przy okazji tej ważnej dla nas Polaków rocznicy, próbują nam przekazać prawicowe władze kraju, nacjonaliści i ludzie, którzy w poszukiwaniu prostych przepisów i prawd, decydują się na ksenofobię i nacjonalizm, nie licują dla mnie w niczym z tym, czym powinno być świętowanie odzyskania wolności.

Jak świętować w kraju, w którym z każdym dniem czujemy się coraz bardziej przerażeni nastrojami ludzi i jakimś zbiorowym szaleństwem?

Chciałabym świętować odzyskanie niepodległości w kraju, w którym ludzie widzą w siebie człowieka, a nie narodowość, orientację seksualną, pochodzenie, czy jakąkolwiek inną etykietę według której oceniają czy ktoś jest pełnowartościowym Polakiem czy nie.

Żyjąc daleko, obserwując, co dzieje się w Polsce, we Wrocławiu, na ulicach mojego miasta zrozumiałam, że wcale nie jest mi obojętne, z którego kraju pochodzę, i że bycie Polką jest częścią mojej tożsamości. Chcę żyć w Polsce, bo tu, we Wrocławiu, są ludzie, z którymi łączą mnie idee, z którymi wiem, że się rozumiemy, że podobne rzeczy są dla nas ważne - szacunek do drugiego człowieka (każdego człowieka!), solidarność i działanie, gdy trzeba komuś pomóc, tworzenie, aktywność i działanie z potrzeby serca. Tu jest mój dom, to jest moja ojczyzna. Będąc daleko, obserwowałam w mediach, jak codziennie ludzie tysiącami wychodzą na ulice, aby nie zgadzać się na niszczenie w Polsce ustroju demokratycznego. Będąc w kraju, w którym otoczona byłam przez apatię, bierność, zniechęcenie i brak nadziei, zrozumiałam, że to jest też nasz polski duch - buntowniczość, niezgoda na odbieranie nam praw i wolności. I solidarność.

100 lat niepodległości niewiele dla mnie znaczy. Ważne jest dla mnie to, w jakim kraju, opartym na jakich zasadach i wartościach żyję teraz i będę żyć, albo i nawet moje dzieci, jeśli zdecyduję, że chcę, aby przyszły na ten świat i widziały, co robią z nim ludzie. W związku z tym nie będę, bo nie mam czego świętować.

Będę świętować, kiedy Polska będzie krajem wolnym od rasizmu, ksenofobii, homofobii, zakłamania, przemocy wobec kobiet i dzieci, w którym Bóg oznacza Miłość, Dobro, Współczucie i Szacunek.
Obsługiwane przez usługę Blogger.