MENT po raz drugi: kobieco i głośno.

Kolejna wizyta w Lublanie. Po dwóch latach, na grunt już znany, oswojony, nawet swojski. Już bez potrzeby poszukiwania miejsca, gdzie poczuję się sobą, bo takie miejsce już znalazłam (we Wrocławiu :) ). W poczuciu, że na chwilę zostawiam dom, aby odkrywać, spotykać, rozmawiać.


Ledwo dojechałam do dobrze znanego centrum, a już moją uwagę przykuło swoim pięknem i delikatnością miejsce, tuż obok którego spędziłam pierwszą noc. Pracownia ceramiczna JUHA. Cała masa obiektów subtelnie wyrobionych skrupulatną pracą rąk dziewczyn, które prowadzą ten sklep i pracownię. Weszłam, aby porozmawiać. Pracownię i sklep prowadzą dwie Serbki z Belgradu. Emigracja związana z miłością jak i z przyczyn ekonomicznych. Rozmawiałyśmy o różnicach kulturowych. O otwartości Serbów i większym dystansie Słoweńców. O pasji Słoweńców do sportu i zdrowego życia. O uporządkowaniu, o restrykcjach związanych z recyklingiem śmieci (w Słowenii poważnie karane jest nierecyklingowanie). Wszystkiego się boją - tak powiedziały dziewczyny z Belgradu. Jednak, życie jest lepsze. W Serbii kultura jest na ostatnim miejscu zainteresowań, jest martwa. Przez wojny i sytuację polityczno - ekonomiczną (skorumpowaną do cna władzę), ludzkie życie skupione jest wokół podstawowych potrzeb - wokół przeżycia.


Rozmawiając z tymi dziewczynami rozpoczęłam wyprawę do kobiecego świata Bałkanów Zachodnich.

Dziewczyny poleciły mi miejsce koncertów, którego właściciela poznałam dwa dni później. Pinelina Dnevna Soba to duży pokój w prywatnym mieszkaniu, w którym raz w miesiącu organizowane są koncerty. Właścicielem mieszkania jest Rok Košir - były dyrektor festiwalu muzyki świata Druga godba, obecnie realizujący projekt Voices of Minorities w ramach Nights in Old Ljubljana Town/ Imago Sloveniae i menadżer zespołu Širom. Spotkaliśmy się, aby porozmawiać o tym, jak to trio Širom weszło we współpracę z Raphaelem Rogińskim po tym, jak przeczytał o nich TUTAJ i co zrobić, aby ten projekt pojawił się w Polsce…

Muzycznie moje spotkania i odkrycia obracały się wokół dwóch motywów. Obecność i pozycja kobiet na rynku sztuki i muzyki w Chorwacji, Serbii i Słowenii. O tym więcej w rozmowach z Niną Dragičević (City of Women/Musica Femina), Jordi Ilić i Jeleną Božić (Tús Nua) i Aną Avramov. Po rozmowie z Jordi i Jeleną, mając w pamięci spotkanie z Žen, zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy w Polsce istnieje taka mocna gitarowa scena kobieca, wspierająca również środowiska LGBTIQ?
Czy na polskich festiwalach toczona jest dyskusja o parytecie 50% dla kobiet w line-upie?
Gdzie są w Polsce, gitarowe zespoły, nie tylko kobiece, ale związane ze środowiskiem osób niebinarnych?
Jak to jest u nas z solidarnością i wzajemnym kibicowaniem sobie przez dziewczyny?
Pięknie było patrzeć, jak Eva i Sara z zespołu Žen przybijają piątki z dziewczynami z Tús Nua, myśląc o tym, że przyjechały z Zagrzebia po to właśnie, aby bawić się na ich koncercie na festiwalu w Lublanie.

W dyskusji pomiędzy kobietami zaangażowanymi w organizację festiwali w państwach byłej Jugosławii pojawiły się napięcia wynikające z różnego utożsamiania siebie jako feministki. W walce o prawa kobiet i przeciwko dyskryminacji nie ma miejsca na kompromisy. Dyskusja o tym, czy powinien być wprowadzony parytet 50 procent dla kobiet w line-upach festiwali, była gorąca i emocjonująca. Padły mocne słowa, Nina prawie ze łzami w oczach, wykrzyczała:
Dla kobiet - artystek, kwestia równych praw to kwestia życia i śmierci. Nie walcząc o ich prawa i obecność na rynku sztuki, skazujesz je na śmierć!
(więcej o Mieście Kobiet w Lublanie wkrótce).

Z uznaniem należy podkreślić to, że bez zbędnego wysiłku, chodząc na koncerty podczas wieczorów na festiwalu MENT, prawie zawsze spotykałam na scenie kobiecie składy lub składy z kobietami - frontmenkami. Sevdaliza, Bitipatibi, Ana Avramov, Tus Nua, Shishi, 7AM, Sneers, magmalaska, JUNEsHELEN, Katalena… i wiele innych. Nie wszystkie wybitne, niektóre rozczarowujące, ale jak to bywa z koncertami podczas festiwali… Ważne, że znalazło się miejsce na tę dyskusję, która może z czasem dotrze do naszego światka, w którym za dyrektorami- mężczyznami - twarzami festiwali i instytucji kultury, kryje się żmudna praca kobiecych rąk i umysłów.


Drugi motyw to głośne, gitarowe granie.

Sneers czyli drwiny

Na największą uwagę zasługuje koncert zespołu, który wprawił mnie w osłupienie. Jednocześnie okropny jak i urzekający. Sneers. Kobieta śpiewająca głosem kozy, monotonne, monumentalne uderzenia w perkusję, jakiś mrok i odmęt jak u Swansów. Koncert, który od pierwszej do ostatniej nuty zmusił mnie do skupienia i oddania się temu dziwnemu doświadczeniu. Teksty wyśpiewywane i wykrzykiwane przez wokalistkę często były zarzutami wobec nieistniejącego boga.



Równie hipnotyzujący, ale i zachęcający do ruchu, był koncert sludgowego składu z Francji Celeste. Nie mogłam opuścić spotkania z tym zespołem po latach (kto pamięta koncert na Asymmetry w 2012 roku?). Koncert w ciemności i dymie. Ciemność przerywana liniami czerwonych świateł z czołówek, które muzycy mieli na głowach lub błyskiem białego światła, który rozświetlał pogrążoną w indywidualnym, introwertycznym doświadczeniu publiczność. Dźwięki wdzierające się w każdą komórkę ciała, pozostawiając mnie w stanie przyjemnego rozluźnienia i relaksu jak po kąpieli w gorącym źródle gdzieś w powulkanicznym krajobrazie.
Tym koncertem zakończyłam festiwal. Nic więcej nie było mi potrzebne.

Marzenie spełnione po latach
Spełnieniem mojego wieloletniego marzenia było spotkanie na żywo z zespołem Katalena. Wyprawa w magiczny i kolorowy świat folku słoweńskiego, któremu muzycy tego zespołu szczerze oddani są od 18 lat. Radość z grania udzielała się i nie pozostawiła obojętnym. Niezwykłe i piękne było to, jak muzycy grający razem od 2001 roku czerpią radość ze wspólnego grania i bawią się melodiami muzyki tradycyjnej.

Spojrzenie na Širom oczami dziecka
Niespodziewanym dodatkiem do festiwalu była wyprawa do teatru dla dzieci na koncert tria Širom. To ten zespół przyciągnął mnie do Lublany po raz pierwszy. Tym razem spojrzałam na nich oczami, i słuchałam uszami dziecka. Aż sama zaczęłam kręcić się na krześle, poczułam podekscytowanie ilością instrumentów na scenie, dziwnością i krzywością melodii, wielością dźwięków i zabawą z eksperymentowania. Jestem przekonana, że to młode pokolenie słoweńskich słuchaczy wyrośnie na świadomych i ciekawych odkrywców świata muzyki nieoczywistej. Rok zafundował nam doświadczenie niepowtarzalnie przyjemne. Dziękuję!
MENT to zarówno showcase, a więc koncerty, jak i przede wszystkim spotkania, rozmowy i wymiana inspiracji. Za najowocniejsze jeśli chodzi o muzyczne odkrycia było dla mnie spotkanie z Clementem Dupois z wytwórni Dur Et Doux z Lyonu. Nasze drogi na koncertach podczas festiwalu przecinały się jeszcze kilkakrotnie. Podczas koncertu Sevdalizy zapytał, czy znam taki wrocławski zespół Kurws… i koślawiąc nazwę Przepychu zaskoczył mnie informacją, że jeden z zespołów Dur et Doux (Brice et sa pute) jedzie z nimi tej wiosny w trasę. Świat jak się okazuje nie jest wcale taki duży jakby się wydawał. O tej wytwórni jeszcze będzie głośno…
Sporo muzyki z Lyonu i wrażeń z MENT w Lublanie w audycji:

Czas w Lublanie wypełniony był do cna. Rozmowami i muzyką. Jeszcze w drodze do Warszawy zdążyłam nagrać ostatni wywiad - z Magdą Chołyst o jej działalności mentoringowej Artist in Bloom skierowanej do artystów i muzyków oraz o obozie mentoringowym na Węgrzech Outbreaker's Lab. Posłuchajcie tutaj:


Tym, co wyniosłam, to zdziwienie brakiem przyzwyczajenia do tłumu na koncertach i poważnym zmęczeniem festiwalowym życiem. Wrocławskie koncerty realizowane niezależnie zapewniają ten komfort, że jest się jednym z niewielu wytrwałych słuchaczy, którym się chce chodzić na nieznane zespoły, a zatem ma się absolutną wygodę odbioru. Oczywiście, jest to jakiś smutny symbol obojętności polskiej czy wrocławskiej publiczności, że festiwal potrafi wypełnić sale, bo jest pakietem atrakcji, natomiast do regularnego uczestnictwa w kulturze, otwartości i odkrywania, brakuje chęci. Dobrze było spotkać tylu entuzjastów muzyki niekultowej w jednym miejscu, aby na nowo uwierzyć w sens swoich działań.
Obsługiwane przez usługę Blogger.